***
Kocham oddychać czystym powietrzem, a nie tą zadymioną tablicą Mendelejewa, którą miałam nieprzyjemność częstować się w barze. Jako, że nie miałam najmniejszej ochoty wybierać się na nocny spacer, lub do kolejnego baru, poszłam do hotelu. Perspektywa trzydziestu minut podążania wśród pijanych, naćpanych czy upalonych ludzi, nie cieszyła mnie. Jednak, nie chciałam też jechać taksówką, ponieważ nie miałam ochoty znowu robić przykrości kolejnemu taryfiarzowi. Cała droga minęła mi na przemyśleniach, dotyczących mojego światopoglądu. Jednak pół godziny to stanowczo za mało, miałam jeszcze sześć dni na ewentualną zmianę nastawienia.
Weszłam do pokoju z nadzieją, że elegancko się wyśpię w moim wspaniałym łożu. Jak później się okazało nadzieja jest matką głupich. Po godzinnej kąpieli wskoczyłam w moją skromną piżamkę. Pisząc skromną mam na myśli szorty do połowy tyłka oraz obcisłą bluzkę na ramiączka. Pomimo to, że od dwóch lat nie miałam pozytywnego kontaktu z chłopcami, dbałam o swoją figurę i miałam poczucie własnej wartości, oraz pełną świadomość że mam jędrne, ładne ciało.
***
Położyłam się na środku łóżka nie nakrywając się nawet, ponieważ było dość gorąco, a nie chciałam rozkręcać klimy. Zasnęłam szybko, byłam zmęczona podróżą, ale oczywiście, nie obeszło się bez przeczytania kolejnych kilku rozdziałów "Zielonej Mili". Przebudziłam się na chwilę około dwunastej w nocy, ponieważ mój organizm miał zapotrzebowanie na Somersby. Siedząc w aneksie, jak przy barku, żłopiąc piwo, zaniepokoił mnie dziwny hałas. Ktoś ewidentnie wszedł do pokoju. Rozpoznałam także odgłos zginanych się sprężyn. Jako, że, browar z butelki został przelany do szklanki, miałam flaszkę, którą w razie czego mogłam użyć jako broni. Stanęłam przed łóżkiem i mogę się założyć, że miałam dokładnie taki sam wyraz twarzy jak ta blond-laska z PUB'u. Nie wiedziałam co robić. Więc zrobiłam coś, co było kompletnym zaprzeczeniem mojej ideologi. Usiadałam obok owego stworzenia gładząc je po włosach i mówiąc: -Po tylu latach. Obiekt, śpiący obok moich ud, spojżał się na mnie nieprzytomnym wzrokiem.
-Co ty robisz w moim pokoju.
-To samo pytanie miałam Ci zadać.- mój rozmówca zrobił wielkie oczy, podniósł się gwałtownie, łapiąc mnie delikatnie za policzki, i lewą ręką gładząc jeden z nich.
-Po tylu latach.- powiedział.
Położyliśmy się obok siebie i zaczęliśmy opowiadać, jak nasze życie diametralnie się mieniło. Nie przesadzam ze słowem diametralnie, jednocześnie nie tyczy się ono tylko mnie. Po godzinie rozmowy, ktoś zaczął pukać w okno mojego balkonu. Gdy go zauważyliśmy, zaczął gestami i migami pokazywać nam dziwne znaki. W końcu bardzo zdemotywowany, i zażenowany poziomem naszego toku myślenia wyją telefon napisał coś na nim i przyłożył do szyby:
*Treść sms'a*
"Otwórzcie, do cholery te drzwi!"
Zjechałam ręką po twarzy od czoła do brody, po czym otworzyłam żekomemu chłopakowi drzwi.
-Mógłbyś do jasnej cholery wytłumaczyć mi, dlaczego nie jesteś w naszym pokoju? - powiedział dość niewyraźnie chłopak- co ty sobie myślisz? Że po jednej imprezie, możesz najebany w trzy dupy, znikać nam tak po prostu?
-Stary, pomyliłem pokoje. - powiedział skarcony.
-Pomyliłeś pokoje, tak? To nie zorientowałeś się po ponad godzinie, że coś jest nie tak, że leżysz obok dziewczyny?
-Zorientowałem się. -a ja własnie się zorientowałam, że on obejmuje mnie w talii- Ale bardzo pozytywna osoba, znalazła się w tym pokoju.
-Widzę, ej, ej. To ona? To ta Viv? - zapytał się brunet.
-To ja. Czyżbym już była aż tak sławna?
- Nasłuchaliśmy się o tobie dużo. Dobra.Zwijaj dupę w kroki.
-Daj mi tu zostać, proszę.
-Nie.
-No proszę, nie widzieliśmy się od dwóch lat..
-No dobra, ale nie wejdziesz do pokoju, bo pójdę do reszty...
-Jakoś przeżyję. A jeszcze pytanie, jak się tu dostałeś?
-Osz ty, powiem Ci, że nie wiem.
-To wyjdź drzwiami.-powiedziałam wskazując na nie palcem.
Wyszedł. A my, pogadaliśmy jeszcze trochę, tym razem przy Tequili, której nienawidzę z całego serca, ale wiem jak on ją kocha.
Położyliśmy się około czwartej. O ósmej obudziły nas piski.
-A, a, aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa! We love you!
-Damn, dowidziały się który z tych kretynów dodał twett'a?- zdenerwowany wyszedł na balkon. Usłyszałam tylko dźwięki migawki, które poprzedzały piski.
-Patrzcie, to Liam, aaaaaaaaa!
Tak to Liam... "[...] miałam wspaniałego chłopaka, łączyło nas coś wyjątkowego, nie istotne". A jednak istotne. Dudley, położone na południe od Wolverhampton. Tak stamtąd jest Liam, Liam Payne. To z nim przeżyłam te najpiękniejsze kilka lat mojego życia. Nie wiem, jak mogłam mu zaufać po tych kilku chwilach, gdy znowu zobaczyłam jak słodko śpi. Coś we mnie pękło, brakowało mi bliskości. Przełamałam się. To głupie. Może dla niektórych, to prawidłowa reakcja,ale nie dla mnie. To dla mnie chore, niezdrowe. Chce mu za przeproszeniem dać kopa w dupę, ale nie mogę gdy na niego patrzę, nie umiem tego zrobić, nie umiem go skrzywdzić drugi raz, nie potrafię. I znowu, moje przemyślenia coś przerwało, a mianowicie gwałtownie otwarte drzwi, to co było tego powodem sprawiło, że całe życie przeleciało mi przed oczami...
___________________________________________________________________
Co wy na to kochani? Prosze o komentarze, sa dla mnie bardzo wazne
~Vivien
Ona chodzi z Liam`em ? Znaczy chodziła ? Aa no fakt tak myślałam xd Ale na serio to jest fajne ;3
OdpowiedzUsuńLiam był chłopakiem, o którym "Vivien pisała" w pierwszym rozdziale. I nie są razem
OdpowiedzUsuń