Dziś mija rok, równo rok, stoję przed twoim pomnikiem, to takie przerażające, że stoję tu, mówię do Ciebie, a ciebie tu nie ma... To za bardzo boli, ten fakt, że nie jesteś tu obecna.... Muszę wrócić do naszego mieszkania, nie byłem tam rok, wiesz? Równo rok. Mieszkałem u Louis'a i Harry'ego, nie miałem nawet swoich ubrań, każda rzecz miła w sobie cząstkę Ciebie, każda rzecz przypominałaby mi, co się stało.
Jestem tu, wszystko jest pod grubą warstwą kurzu. Muszę to w końcu posprzątać, doprowadzić do jakiegokolwiek ładu, porządku, stanu, w którym będę mógł, wziąć wszystkie nasze rzeczy, po czym wypucować wszystko na błysk, by nie żyć przeszłością, wspomnieniami, iść do przodu i sprzedać mieszkanie. Nasze pierwsze wspólne gniazdko.
Sprzątam dopiero dwadzieścia minut, a już znalazłem coś, co przeszkadza mi w dalszej pracy. To futerał po skrzypcach, ale przecież nie grałaś na skrzypcach, przecież ja też nie. Zastanawia mnie też napis na wierzchu:
"4EVER2GETHER" napisane, twoją ulubioną... szminką? To na pewno nie mazak, przecież do napisu, stworzonego tuszem mazaka, nie przyklejał się tak natrętnie kurz. Boję się otworzyć, jestem rozdarty, nie do końca wiem, co tam może się znajdować, może być tam coś, co przywoła wszystkie wspomnienia, lecz jednocześnie, może skrywać się tam jakaś tajemnica, o której nie powinienem wiedzieć. Ale dobrze, zaryzykuję, już teraz nic i nikt nigdy nie zada mocniejszego ciosu.
Z obawami i przerażeniem otwarte zamki futerału ukazały mi coś, co przyprawiło mnie o bezwład mięśni. Opadłem na podłogę, tworząc kłębek. Straszny kłębek bólu, tęsknoty, łez. Ale to takie nie męskie, wiem jak nie lubiłaś kiedy się rozklejałem, uwielbiałaś mnie w roli groźnego badboy'a, który jest zawsze wstanie Cię obronić, i stawić czoła każdemu niebezpieczeństwu. Tylko dzięki tobie, jestem w stanie podnieść się teraz, otrząsnąć. Właśnie w tej chwili bezgłośnie powiedziałaś mi, że wspomnienia, są moją największą mocą, one dają mi się. Jestem gotów, żeby wszystko wróciło, przejęło władzę nad moim mózgiem. Odebrało zdolność zdrowego myślenia, i kierowało każdą częścią mojego pogrążonego w żalu ciała.
Nasze pierwsze wspólne zdjęcie, pamiętam jak je zrobiliśmy...
Zayn, mówisz, że mnie kochasz prawda? - No prawda, codziennie, kila razy dziennie. - A jesteś w stanie coś dla mnie zrobić? - No przecież wiesz, że mogę wszystko - To daj mi buziaka! - I to wszystko? - Nie, nie wszystko, masz mnie pocałować tak, jak pierwszy raz mnie pocałowałeś. - Zrobię to lepiej, z każdym dniem kocham Cię bardziej, więc każdy kolejny pocałunek, na twoich delikatnych malinowych ustach, jest coraz bardziej, szczery, coraz bardziej nasycony miłością. - Ale ja chcę tak jak wtedy - Moja miłość nie słabnie, więc nie dam rady! - A mówiłeś, że jesteś zrobić dla mnie wszystko... - O matko, jestem zmuszony zamknąć Ci usta - Ale... - Zrobiłaś zdjęcie! Ej! - No co? Nie chciałeś dobrowolnie, musiałam z zaskoczenia - Ale w sumie, wiesz, poszło na moją korzyść, bo ja jak zwykle, wyglądam jak młody bóg, a ciebie trzeba troszkę obrobić! - Dostanie z poduszki kretynie.
Zawsze jak przypomina mi się to zdarzenie, śmieje się jak, wtedy kiedy razem się, wygłupialiśmy. Lecz teraz, teraz to śmiech, przez łzy, krztuszę się nimi. Przepraszam myszko, na naszym zdjęciu wylądował mój słony przyjaciel...
Masz tu wiele rzeczy, pamiętam każdą. Każda ma oddzielną historię, każda z nich, zajmuje swoje ciepłe, przepełnione miłością i sentymentem miejsce w moim sercu. To, rękawiczki, jej, dałem Ci je, jak się poznaliśmy, przepraszam, naprawdę przepraszam, ale to wspomnienie mnie przerosło, przelała się czara goryczy. A raczej przelała, nie jestem w stanie powstrzymać łez, muszę od tego odskoczyć choć na chwilę.
Pół godziny snu bardzo dobrze mi zrobiło. Naprawdę, nawet przez moje opuchnięte od płaczu oczy dało się patrzeć. Niechętnie spoglądam co chwile, na pudełko, które robi ze meni wrak człowieka. Mimo woli, zjeżdżam z łóżka, po czym czołgam się ledwie na łokciach, w stronę schowka. Z zamkniętymi oczami, wkładam rękę w bezdenne pudełko wspomnień, wciągając rękawiczki, które wcześniej przyprawiły mnie o atak histerii... Patrzyłem na nie, delikatnie gładząc je drżącymi dłońmi, powoli, niepewnie, napawam się ich wonią, pachniały zimą dwa tysiące dziesiątego roku.
-Cześć, co taka śliczna brązowowłosa kobieta, robi w cienkim prochowcu w środku zimy, na opustoszałych ulicach Londynu, o godzinie pierwszej dwadzieścia siedem? - Stoi ? - I marznie. - Twój problem? - Jesteś urocza, jak chcesz mnie spławić, niestety nieudolnie - Świetnie, uwielbiam gdy facet jest osłem - Pozwól, że przetrę Ci okulary, zaparowały Ci ze złości księżniczko - Doskonale Cię widzę, i nie musisz łapać mnie za ręce! - Ale masz zimne, jak twój ton głosu - Genialnie - A twoje imię to? - To imię dziewczyny, której nigdy nie skrzywdzisz? - A moje Zayn - Ładne masz rękawiczki, nie nakładaj mi ich na dłonie... - Zatrzymaj je, zrób chociaż to - Skoro już mi pomagasz to podaj pomadkę ochronną, wyglądasz na takiego, który używa kosmetyków - Mam trochę na ustach, częstuj się - Haha, dobre sobie - To sam Cię poczęstuję.
Tym razem, powstrzymam łzy, chcę raz na zawsze skończyć przeglądać zawartość tego cholernego futerału, i wziąć go do mojego nowego lokum, by tam spoczęło do końca mojego życia.
Okulary, tylko czekałem, aż je znajdę. Pamiętam to, pamiętam to jak dziś, nasz pierwszy raz.
-Chcesz to zrobić? Jesteś pewna? - Tak, jesteś tym, który zrobi to najlepiej - Ale pamiętaj, jak będziesz chciała przerwać, coś Ci będzie przeszkadzało, to daj znać. - Wiem, Zayn - To chodź - Zdejmij z siebie to wszystko, gra wstępna jest zbędna bierz się do rzeczy - Ale wstąpi we mnie zwierze - To ja jestem, tą osobą, która ja ujarzmi - Ej, myszko, słyszałaś co? - Chyba, weź wstań - Haha, nie wierze - Nie zabawne Zayn, połamaliśmy okulary, ledwie zaczynając.
Piękne wspomnienie, nie samo połamanie okularów, lecz pierwszy raz, był najbardziej szczery, przyjemny, przepełniony uczuciem, które nadało mu niesamowitego, niepowtarzalnego klimatu.
Moje serce, cicho szlocha, lecz została ostatnia rzecz, przez rok uzbierałaś dokładnie 12 najważniejszych rzeczy, każda rzecz, symbolizuje, każdy kolejny miesiąc naszego związku. Zaczynając od rękawiczek, przechodząc przez koraliki, które robiliśmy wspólnie z twoją młodszą siostrą, następnie zahaczając o pierwszą wspólną fotografię i kończąc na kubku z twoim zdjęciem, które dostałaś na naszą rocznicę.
Cholerną, pierwszą i ostatnią rocznicę. Ja po roku zadaję sobie pytanie dlaczego? Ale za raz, na dnie futerału spoczywa karteczka, której nie pamiętam... Odważyłem płodzić po zakątkach moich wspomnień, więc będę wstanie sprawdzić co to za karteczka...
" Zayn, kiedy będziesz to czytał, na pewno, będziesz się wyprowadzał z naszego mieszkania, tak bardzo je kocham... Będziesz się zastanawiał, dlaczego to zrobiłam, i czemu, nie mogłeś temu zaradzić. Wytłumaczę Ci wszystko. Za tydzień mija rok, odkąd założyłeś mi swoje rękawiczki na moje, granatowe od zimna ręce, i ogrzałeś mi usta, swoimi rozpalonymi wargami. Przepraszam, że muszę Cię krzywdzić, ale nie zniosę myśli, że Cię ograniczam. Jak Ciebie znam , teraz myślisz, jak mogłam tak twierdzić, ale ty tego nie widziałeś, byłeś tak zakochany w mojej osobie, że przysłoniłam Ci cały świat, ty tez byłeś moim całym światem, a jeżeli jest coś po drugiej stronie, to nadal nim jesteś. Teraz możesz cieszyć się wolnością, patrzeć przed siebie, i iść pewnym krokiem do przodu. Nie twierdzę, że znajdziesz kogoś lepszego ode mnie, bo zawsze patrzyłeś na mnie takimi szczerymi, kochającymi oczami. Pamiętaj nie poddawaj się, kocham Cię, zawsze kochałam i zawsze będę, Ty o mnie, pamiętaj, wspomnij czasami, zatęsknij, chwilami nie wytrzymuj beze mnie, i kochaj, kochaj mnie tak jak zawsze mnie kochałeś... Żegnaj Zayn. Twoja na zawsze
~Julia "
Teraz łzy, tworzą szybko płynący strumień, zawierający wszystkie toksyny, uczucia i cząstki mojego umysłu, tęskniący za miłością mojego życia, która błędnie postąpiła. Czemu to zrobiłaś, cholera czemu? Nienawidzę z miłości, kocham z nienawiści. Zaraz tam pójdę, i Cię zaskoczę nie zrobię tego co ty!
Jestem tu, jestem na miejscu, pozwól moja droga Julio, że odtworzę wszystko.
Stałaś dwa metry ode mnie, było to dwa dni, po naszej rocznicy. Mówiłaś mi, że mnie kochasz, że pragniesz mojego szczęścia, z każdym słowem robiąc krok do tyłu, byłem tak zdezorientowany, że nie byłem w stanie nawet wydobyć z siebie jakiegokolwiek dźwięku. Nagle stanęłaś na samej krawędzi szesnasto metrowej skarpy nad Atlantykiem, rozłożyłaś ręce niczym Jezus w Rio De Janeiro, delikatnie odchylając głowę w tył. Wtedy zacząłem do Ciebie biec, niestety było już za późno, zawładnęłaś moją psychiką, wiedziałaś, jaki ruch wykonam w danej sekundzie...
Teraz stoję dokładnie w tym samym miejscu, co dokładnie 366 dni temu, powili opuszczam głowę w dół, wyciągam rękę do przodu i otwieram moją zaciśniętą pięść, z której z gracją,wypada biała róża. Gdy tańczy, niesiona przez wiatr, widzę tylko, jak na jej wstążce, widnieje czerwony napis 4EVER2GETHER. Wyciskam ostatnią łzę, która tworzy bezgłośny plusk w oceanie smutku, podczas gdy ja, obracam się na pięcie, idąc w stronę słońca, by żyć dalej. Bez ciebie
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Ciociu J. Kocham Cię. JESTEŚ ZIMNĄ SUKĄ, ALE BARDZO WAŻNĄ SUKĄ W MOIM ŻYCIU.
To dla Ciebie<3.
_________________________________________________________
Dodawajcie komentarze, nawet z anonima, dla was to kilka sekund, dla mnie cholernie ważna sprawa.
Jestem tu, jestem na miejscu, pozwól moja droga Julio, że odtworzę wszystko.
Stałaś dwa metry ode mnie, było to dwa dni, po naszej rocznicy. Mówiłaś mi, że mnie kochasz, że pragniesz mojego szczęścia, z każdym słowem robiąc krok do tyłu, byłem tak zdezorientowany, że nie byłem w stanie nawet wydobyć z siebie jakiegokolwiek dźwięku. Nagle stanęłaś na samej krawędzi szesnasto metrowej skarpy nad Atlantykiem, rozłożyłaś ręce niczym Jezus w Rio De Janeiro, delikatnie odchylając głowę w tył. Wtedy zacząłem do Ciebie biec, niestety było już za późno, zawładnęłaś moją psychiką, wiedziałaś, jaki ruch wykonam w danej sekundzie...
Teraz stoję dokładnie w tym samym miejscu, co dokładnie 366 dni temu, powili opuszczam głowę w dół, wyciągam rękę do przodu i otwieram moją zaciśniętą pięść, z której z gracją,wypada biała róża. Gdy tańczy, niesiona przez wiatr, widzę tylko, jak na jej wstążce, widnieje czerwony napis 4EVER2GETHER. Wyciskam ostatnią łzę, która tworzy bezgłośny plusk w oceanie smutku, podczas gdy ja, obracam się na pięcie, idąc w stronę słońca, by żyć dalej. Bez ciebie
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Ciociu J. Kocham Cię. JESTEŚ ZIMNĄ SUKĄ, ALE BARDZO WAŻNĄ SUKĄ W MOIM ŻYCIU.
To dla Ciebie<3.
_________________________________________________________
Dodawajcie komentarze, nawet z anonima, dla was to kilka sekund, dla mnie cholernie ważna sprawa.