Miłość rozgrzesza, zaciska poczucie winy...
Myślałem, myślałem dość dużo. Czemu, czemu to zrobiłem, może inaczej, jak to zrobiłem? To nie mógł być żaden cholerny przypadek, to musiała być podświadomość, nie żadna podświadomość, wypadek, zwykła nie uwaga... Nie wytrzymam, myśli mi się plączą, tworzą zawiły, długi. sznur nienawiści, samooskarżeń i obwinień samego siebie.
- To nie twoja wina...- ja nie moja, a czyja? Niall, nie wmawiaj mi, nie uwierzę w to. Jednak ja to zrobiłem...-To był zwykły zbieg okoliczności, powiedz coś, no odezwij się, powiedz coś, widzę w twoich oczach, że chcesz mi coś powiedzieć, mówisz coś, ale bezdźwięcznie, wyrzuć to z siebie- Nie zrobię tego, nie odezwę się, skoro wiesz, że przemawiam, dalej czytaj z moich brązowych oczu, z oczu pełnych winy.
Mama się zdenerwuje, jest 19, miałem być o 16, cholera, kolejna awantura. Może jakaś nuta na rozluźnienie? - You drove me, nearly out of my head!
-No panie Payne, więc jak to się stało? - Nie pamiętam, czuję się jak przestępca, odsłońcie tę roletę. - Chłopcze, nie patrz się na mnie jak na idiotę, tylko zacznij mówić... - Nie widzi pan jak odwracam wzrok, jak chowam twarz między szyją a lewym obojczykiem? - Nie odzywasz się? Dobrze... Może napisz - Mamy kontakt wzrokowy, niech pan wyczyta z moich czarnych, przepełnionych żalem źrenic; nie jestem w stanie.
-Liam, miną tydzień, nie odezwałeś się ani słowem, już po wszystkim, nie ma w tym twojej winy, przecież już wiesz... - Nie zrobię tego, poczucie winy niszczy zdolność mówienia, przekonywanie mnie, że to był przypadek, ze to się zdarza, jeszcze bardziej dusi moje struny głosowe, skoro to był przypadek jestem nieostrożny. Będę krzywdził dalej. - Odezwij się, potrzebuję twojego głosu... - Niall, nie chcę Cię krzywdzić, ale nie umiem wydobyć z siebie nawet najcichszego szeptu.
Pojadę przez Double Street, ciekawe czy mój dom z dzieciństwa jeszcze tam stoi.
Zapukać, zadzwonić, czy po prostu wejść? A może w ogóle mu się nie pokazywać na oczy? Przecież ja go irytuję, może nawet krzywdzę nie wysławianiem się. Krzywdzę wszystkich, jestem tylko cholernym ciężarem, zachowuję się jak małe dziecko... Boże małe dziecko, czemu wszystko się do tego sprowadza.
Boli mnie brzuch. - Liam! - Skierowałem do Niall'a spojrzenie przepełnione znakami zapytania. - Wiedziałem, że tu jesteś, bo widziałem Cię przez okno w kuchni. - Jesteś niesamowity, nauczyłeś się czytać z moich oczu, poświęciłeś się, przepraszam a jednocześnie dziękuję! - A ty nadal się nie odzywasz, eh , nawet nie wiesz jak mi ciężko bez twojego głosu, nie dotknąłem gitary ani razu od wypadku. - O nie wierze, co ja robię, jak ja go krzywdzę, nie dotknął ani razu gitary. Liam, odezwij się, cholera jasna, odezwij się. Nie, nie potrafię, jedyne co jestem w stanie zrobić to przytulić go, ale tak mocno, tęsknię za bliskością Niall'a.
On próbuje mnie uszczęśliwić, a ja? Zero uśmiechu, jestem mu wdzięczny, ale nie ukazuję żadnych emocji, pewnie to go najbardziej boli, może myśli, że go olewam, że jest mi obojętny. A może jednak zbyt dramatyzuję? Przecież jesteśmy zbyt blisko, żeby tak twierdził...
Jej, to on, ale się zmienił, pięknie go wyremontowali, nie mogę oderwać od niego wzroku. Zrobili nawet wielki zegar, jaki wielki... O nie, dziewiętnasta dwadzieścia osiem! Muszę pędzić do domu, szczęście, że jest tu ograniczenie do siedemdziesiątki.
-Dzisiaj mija tydzień. - Wiem, zdołałem tylko porozumiewawczo pokiwać głową. Nie chcę o tym pamiętać, ale wydaję mi się, że mój przyjaciel chce w jakiś sposób wyciągnąć ze mnie jakikolwiek odgłos, nie miałem mu tego za złe. - A wiesz, dzisiaj rodzice pojechali do Irlandii, zanim swoim spojrzeniem zdasz pytanie, czemu nie pojechałem, powiem Ci od razu; nie mogę zostawić Cię samego w takim stanie- Jestem na ciebie zdenerwowany, czemu nie pojechałeś ze względu na mnie, obaj wiemy jak kochasz Irlandię, i jak bolała Cię przeprowadzka do Dudley. Mam rodzinę, przecież poradziłbym sobie, nie możesz się wiecznie dla mnie poświęcać, dla takiego kogoś jak ja, nie warto. - Podasz mi chusteczki? - Ty płaczesz, i to przeze mnie? O nie, nie mam prawa wywoływać słonego strumienia z twoich niebieskich oczu które tak kocham, wyciągam do Ciebie ręce, żebyś mógł wytrzeć tą rzekę łez w moją bluzkę. - Mam się przytulić? - Znowu tylko skinąłem głową. - Kocham Cię.
Nie wiem jak Ci się udało wyciągnąć mnie na spacer, ale było mi to potrzebne, tak bardzo. - Ziemniaki! - Niall, nie wiem jak to robisz, właśnie się zaśmiałem, wewnętrznie, ale się zaśmiałem, zaproszę Cię na te pieczone ziemniaki. - Jej dzięki Liam! - tak bardzo brakowało mi tych słów, kiedy daję Ci cokolwiek - Uśmiechnąłeś się, Liam, wiesz o tym? Właśnie się uśmiechnąłeś! - Pierwszy raz widzę Cię tak szczęśliwego, naprawdę, nigdy nie okazywałeś takiej radości.
Za jakieś dziesięć minut będę w domu, ej zaraz, czy to piłka - Cholera, dziecko! - pisk opon, Jezu, żebym zapamiętał tylko pisk opon, o nie, to nie tylko pisk opon, to pisk dziecka, o nie to huk...
Jaka zakurzona. Szkoda mi jej, tak lubię słuchać gdy Niall'er na niej gra. Może mu ją podać? Wtedy może coś zagra. - Mam coś zagrać? - Skoro wpycham Ci ją, to chyba o to mi chodzi. Znowu jestem zmuszony potwierdzić twoją tezę ruchem głowy - Payphone? - Machnąłem tylko głową w dół przymrużając oczy. - Now I'm paralyzed, still stuck in that time - Strasznie za tym tęskniłem, za jego głosem podczas śpiewu, za jego skupieniem. Niall gdybym mógł Ci powiedzieć, jak kocham cię słuchać, jak uwielbiam patrzeć gdy zamykasz oczy, delikatnie unosisz brwi. Gdy bierzesz głęboki oddech, który zamykasz w sobie, żeby następnie go wypuścić, z brzmieniem, które zawsze mnie rozluźnia, i wpływa kojąco na wszystkie moje emocje.
Ja znowu się uśmiecham, pomimo tego, że w moich żyłach płynie wina. - Chodź Liam na te trampoliny tak jak kiedyś? - Pokręciłem głową. Przecież nie jestem gotowy, już chyba nigdy nie będę się cieszył jak kiedyś- A ja mogę iść sam? - Z uśmiechem na ustach zadarłem głowę do góry, na znak żeby się nawet nie pytał tylko leciał. Czemu on się mnie o to pyta. Niech żyje swoim życiem, nie mogę go przyduszać. Na mojej twarzy maluje się uśmiech, przecież widzę jak się dobrze bawi, zachowuje się jak dawniej.
Patrz, to on! Jak on może, jak on tak może? - O Boże, to ona. O co jej chodzi? - Udajesz takie zdziwionego, podczas gdy my, tak cierpimy? Sąd nie stwierdził, że to wypadek, ale to twoja wina, to ty nie zahamowałeś, a teraz tu siedzisz i się uśmiechasz? - Nie zdołam powstrzymać łez, muszę to skończyć, uciec stąd, a ty Niall, nie wiem co teraz myślisz, patrząc się na mnie przez siatkę osłaniającą trampolinę, ale pamiętaj, że Cię kocham, przepraszam za wszytko, i dziękuję, że jesteś.
O cholera, cholera, gdzie telefon, o nie, jeszcze ten krzyk matki, już jest pogotowie. -Halo, mamo? Przyjedź na ulicę równoległą do Duble Street. - Nie mamo, miałem wypadek.
To tu, nareszcie tu jestem, może się nad tym zastanowię, nie, nie ma się nad czym zastanawiać, przecież w moich żyłach płynie wina, moje serce, to serce przestępcy. Ale jak Niall to przeżyje? Jak przeżyje to rodzina? Przecież w ten sposób też ich skrzywdzę, zawszę będę krzywdził, jak mogę być tak cholernym człowiekiem, a raczej istotą, nie mam prawa się określać słowem człowiek, jestem zdemoralizowany, nie mam ni krzty człowieczeństwa w sobie.
-Do którego szpitala ją zabrali? - Liam, przecież w okolicy jest tylko jeden, pewnie tam. - No tak, ale nie jedź szybko, proszę, uważaj. - Dobrze synku...
Boję się myśleć co oni będą czuć gdy już za parę godzin mnie zobaczą. Będą czuli to samo co ja ponad trzy tygodnie temu? To najgorsze, co mogę zrobić, ale nie wiem jak mogę drugi raz to robić, jak mogę drugi raz krzywdzić kogoś? I to tak boleśnie.
-To ona patrz to ona - Widzę. - Nie, to nie prawda, co to znaczy, ta prosta kreska na monitorze, a ci lekarze, z czym oni wbiegają na salę? O Boże, jej matka, jej matka leży na ziemi, modli się. A to co? Nie, nie! To nie możliwe, to się nie dzieje, tylko, nie to, białe prześcieradło, nie kładźcie jej tego na twarz, ona przecież żyje!
Odpuść nam nasze winy, jako i my, już, najwyższy czas, boję się, ale to tylko chwila, nawet nie zaboli, Niall, kocham Cię, kochałem i będę Cię kochał do końca. Wybacz mi, ze tyle raz Cię krzywdziłem, i dziękuję, za to że tyle razy się poświęcałeś, choć nie zasłużyłem, w żaden sposób. Mamo, tato, wam mówię to samo, co Niall'owi, dziękuję, że mnie wychowaliście, a to co zrobiłem, to nie wasza wina... Ruth, siostro, ty byłaś jesteś i będziesz, moją najlepszą przyjaciółką.
-Mamo? - Tak Liam? - Dzwoń po policję, jestem mordercą.
Jest wystarczająco ciasna, skrzynka wystarczająco wysoka, a łzy właśnie plamią moje nagie stopy. - Liam! Co ty robisz nie możesz, nie! - Oczywiście, że mogę, chciałbym Ci powiedzieć żebyś się nie zbliżał, bo zejdę ze skrzynki, ale nie dam rady, nie wymówię ostatnich słów... Musisz się zadowolić jedynie chaotycznymi gestami, które w tej chwili do ciebie kieruję. - Kocham Cię, jesteś mi potrzebny. - Nie możesz mnie, kochać, nie możesz kochać mordercy! - Liam, ty mówisz! - Tak mówię, ale słyszysz ten wysoki głos? Ja mówię przez łzy, właśnie tak mówi cholerny morderca. - Nie jesteś mordercą! - Jestem , zabiłem kilkuletnią dziewczynkę, jej rodzina mnie nienawidzi! - Powinni na nią uważać, to ich wina! - Nie zganiaj winy na nich, ta pętla, powinna zamknąć to błędne koło, które bezprawnie nazywam życiem. - Jak ty masz zamiar się zabić, to ja też. - Nie, nie możesz. - Mogę, skoro nie udało mi się Cię uratować przez te trzy tygodnie, to zginę z tobą w ciągu jednej chwili. - Nie zasługujesz na to. - Ty też nie. - Wiedz, że Cię kocham, mówię to znowu bez słów, ale nie dlatego, że moje struny głosowe, są zaciśnięte, przez poczucie winy. To przez Niall'a, uratował mi życie swoim pocałunkiem, złagodził mój ból jedwabnymi, malinowymi ustami.
________________
Co wy na to?
wow . to jest genialne ! i kto tutaj ma ogromny talent? ;o jestem Twoją fanką! :) xx
OdpowiedzUsuńTy masz! Ty tworzysz takie świetne frazy! Ale dziękuję:*
UsuńYey to jest mega ! Masz naprawdę wielki dar *.*
OdpowiedzUsuńDziękuję!:O <3
Usuń