wtorek, 14 sierpnia 2012

4EVER2GETHER. One Shot Jayn.

Krótka informacja: One Shot będzie się opierał przede wszystkim na monologach wewnętrznych głównego bohatera, żadna z tych rzeczy nigdy nie miała miejsca, to czysta fikcja.

Dziś mija rok, równo rok, stoję przed twoim pomnikiem, to takie przerażające, że stoję tu, mówię do Ciebie, a ciebie tu nie ma... To za bardzo boli, ten fakt, że nie jesteś tu obecna.... Muszę wrócić do naszego mieszkania, nie byłem tam rok, wiesz? Równo rok. Mieszkałem u Louis'a i Harry'ego, nie miałem nawet swoich ubrań, każda rzecz miła w sobie cząstkę Ciebie, każda rzecz przypominałaby mi, co się stało.


Jestem tu, wszystko jest pod grubą warstwą kurzu. Muszę to w końcu posprzątać, doprowadzić do jakiegokolwiek ładu, porządku, stanu, w którym będę mógł, wziąć wszystkie nasze rzeczy, po czym wypucować wszystko na błysk, by nie żyć przeszłością, wspomnieniami, iść do przodu i sprzedać mieszkanie. Nasze pierwsze wspólne gniazdko.


Sprzątam dopiero dwadzieścia minut, a już znalazłem coś, co przeszkadza mi w dalszej pracy. To futerał po skrzypcach, ale przecież nie grałaś na skrzypcach, przecież ja też nie. Zastanawia mnie też napis na wierzchu:
"4EVER2GETHER" napisane, twoją ulubioną... szminką? To na pewno nie mazak, przecież do napisu, stworzonego tuszem mazaka, nie przyklejał się tak natrętnie kurz. Boję się otworzyć, jestem rozdarty, nie do końca wiem, co tam może się znajdować, może być tam coś, co przywoła wszystkie wspomnienia, lecz jednocześnie, może skrywać się tam jakaś tajemnica, o której nie powinienem wiedzieć. Ale dobrze, zaryzykuję, już teraz nic i nikt nigdy nie zada mocniejszego ciosu.


Z obawami i przerażeniem otwarte zamki futerału ukazały mi coś, co przyprawiło mnie o bezwład mięśni. Opadłem na podłogę, tworząc kłębek. Straszny kłębek bólu, tęsknoty, łez. Ale to takie nie męskie, wiem jak nie lubiłaś kiedy się rozklejałem, uwielbiałaś mnie w roli groźnego badboy'a, który jest zawsze wstanie Cię obronić, i stawić czoła każdemu niebezpieczeństwu. Tylko dzięki tobie, jestem w stanie podnieść się teraz, otrząsnąć. Właśnie w tej chwili bezgłośnie powiedziałaś mi, że wspomnienia, są moją największą mocą, one dają mi się. Jestem gotów, żeby wszystko wróciło, przejęło władzę nad moim mózgiem. Odebrało zdolność zdrowego myślenia, i kierowało każdą częścią mojego pogrążonego w żalu ciała.


Nasze pierwsze wspólne zdjęcie, pamiętam jak je zrobiliśmy...
Zayn, mówisz, że mnie kochasz prawda? - No prawda, codziennie, kila razy dziennie. - A jesteś w stanie coś dla mnie zrobić? - No przecież wiesz, że mogę wszystko - To daj mi buziaka! - I to wszystko? - Nie, nie wszystko, masz mnie pocałować tak, jak pierwszy raz mnie pocałowałeś. - Zrobię to lepiej, z każdym dniem kocham Cię bardziej, więc każdy kolejny pocałunek, na twoich delikatnych malinowych ustach, jest coraz bardziej, szczery, coraz bardziej nasycony miłością. - Ale ja chcę tak jak wtedy - Moja miłość nie słabnie, więc nie dam rady! - A mówiłeś, że jesteś zrobić dla mnie wszystko... - O matko, jestem zmuszony zamknąć Ci usta - Ale... - Zrobiłaś zdjęcie! Ej! - No co? Nie chciałeś dobrowolnie, musiałam z zaskoczenia - Ale w sumie, wiesz, poszło na moją korzyść, bo ja jak zwykle, wyglądam jak młody bóg, a ciebie trzeba troszkę obrobić! - Dostanie z poduszki kretynie.
Zawsze jak przypomina mi się to zdarzenie, śmieje się jak, wtedy kiedy razem się, wygłupialiśmy. Lecz teraz, teraz to śmiech, przez łzy, krztuszę się nimi. Przepraszam myszko, na naszym zdjęciu wylądował mój słony przyjaciel...


Masz tu wiele rzeczy, pamiętam każdą. Każda ma oddzielną historię, każda z nich, zajmuje swoje ciepłe, przepełnione miłością i sentymentem miejsce w moim sercu. To, rękawiczki, jej, dałem Ci je, jak się poznaliśmy, przepraszam, naprawdę przepraszam, ale to wspomnienie mnie przerosło, przelała się czara goryczy. A raczej przelała, nie jestem w stanie powstrzymać łez, muszę od tego odskoczyć choć na chwilę.


Pół godziny snu bardzo dobrze mi zrobiło. Naprawdę, nawet przez moje opuchnięte od płaczu oczy dało się patrzeć. Niechętnie spoglądam co chwile, na pudełko, które robi ze meni wrak człowieka. Mimo woli, zjeżdżam z łóżka, po czym czołgam się ledwie na łokciach, w stronę schowka. Z zamkniętymi oczami, wkładam rękę w bezdenne pudełko wspomnień, wciągając rękawiczki, które wcześniej przyprawiły mnie o atak histerii... Patrzyłem na nie, delikatnie gładząc je drżącymi dłońmi, powoli, niepewnie, napawam się ich wonią, pachniały zimą dwa tysiące dziesiątego roku.
-Cześć, co taka śliczna brązowowłosa kobieta, robi w cienkim prochowcu w środku zimy, na opustoszałych ulicach Londynu, o godzinie pierwszej dwadzieścia siedem? - Stoi ? - I marznie. - Twój problem? - Jesteś urocza, jak chcesz mnie spławić, niestety nieudolnie - Świetnie, uwielbiam gdy facet jest osłem - Pozwól, że przetrę Ci okulary, zaparowały Ci ze złości księżniczko - Doskonale Cię widzę, i nie musisz łapać mnie za ręce! - Ale masz zimne, jak twój ton głosu - Genialnie - A twoje imię to? - To imię dziewczyny, której nigdy nie skrzywdzisz? - A moje Zayn - Ładne masz rękawiczki, nie nakładaj mi ich na dłonie... - Zatrzymaj je, zrób chociaż to - Skoro już mi pomagasz to podaj pomadkę ochronną, wyglądasz na takiego, który używa kosmetyków - Mam trochę na ustach, częstuj się - Haha, dobre sobie - To sam Cię poczęstuję.
Tym razem, powstrzymam łzy, chcę raz na zawsze skończyć przeglądać zawartość tego cholernego futerału, i wziąć go do mojego nowego lokum, by tam spoczęło do końca mojego życia.


Okulary, tylko czekałem, aż je znajdę. Pamiętam to, pamiętam to jak dziś, nasz pierwszy raz.
-Chcesz to zrobić? Jesteś pewna? - Tak, jesteś tym, który zrobi to najlepiej - Ale pamiętaj, jak będziesz chciała przerwać, coś Ci będzie przeszkadzało, to daj znać. - Wiem, Zayn - To chodź - Zdejmij z siebie to wszystko, gra wstępna jest zbędna bierz się do rzeczy - Ale wstąpi we mnie zwierze - To ja jestem, tą osobą, która ja ujarzmi - Ej, myszko, słyszałaś co? - Chyba, weź wstań - Haha, nie wierze - Nie zabawne Zayn, połamaliśmy okulary, ledwie zaczynając.
Piękne wspomnienie, nie samo połamanie okularów, lecz pierwszy raz, był najbardziej szczery, przyjemny, przepełniony uczuciem, które nadało mu niesamowitego, niepowtarzalnego klimatu.


Moje serce, cicho szlocha, lecz została ostatnia rzecz, przez rok uzbierałaś dokładnie 12 najważniejszych rzeczy, każda rzecz, symbolizuje, każdy  kolejny miesiąc naszego związku. Zaczynając od rękawiczek, przechodząc przez koraliki, które robiliśmy wspólnie z twoją młodszą siostrą, następnie zahaczając o pierwszą wspólną fotografię i kończąc na kubku z twoim zdjęciem, które dostałaś na naszą rocznicę.
Cholerną, pierwszą i ostatnią rocznicę. Ja po roku zadaję sobie pytanie dlaczego? Ale za raz, na dnie futerału spoczywa karteczka, której nie pamiętam... Odważyłem płodzić po zakątkach moich wspomnień, więc będę wstanie sprawdzić co to za karteczka...


" Zayn, kiedy będziesz to czytał, na pewno, będziesz się wyprowadzał z naszego  mieszkania, tak bardzo je kocham... Będziesz się zastanawiał, dlaczego to zrobiłam, i czemu, nie mogłeś temu zaradzić. Wytłumaczę Ci wszystko. Za tydzień mija rok, odkąd założyłeś mi swoje rękawiczki na moje, granatowe od zimna ręce, i ogrzałeś mi usta, swoimi rozpalonymi wargami. Przepraszam, że muszę Cię krzywdzić, ale nie zniosę myśli, że Cię ograniczam. Jak Ciebie znam , teraz myślisz, jak mogłam tak twierdzić, ale ty tego nie widziałeś, byłeś tak zakochany w mojej osobie, że przysłoniłam Ci cały świat, ty tez byłeś moim całym światem,  a jeżeli jest coś po drugiej stronie, to nadal nim jesteś. Teraz możesz cieszyć się wolnością, patrzeć przed siebie, i iść pewnym krokiem do przodu. Nie twierdzę, że znajdziesz kogoś lepszego ode mnie, bo zawsze patrzyłeś na mnie takimi szczerymi, kochającymi oczami. Pamiętaj nie poddawaj się, kocham Cię, zawsze kochałam i zawsze będę, Ty o mnie, pamiętaj, wspomnij czasami, zatęsknij, chwilami nie wytrzymuj beze mnie, i kochaj, kochaj mnie tak jak zawsze mnie kochałeś... Żegnaj Zayn. Twoja na zawsze
~Julia "


Teraz łzy, tworzą szybko płynący strumień, zawierający wszystkie toksyny, uczucia i cząstki mojego umysłu, tęskniący za miłością mojego życia, która błędnie postąpiła. Czemu to zrobiłaś, cholera czemu? Nienawidzę z miłości, kocham z nienawiści. Zaraz tam pójdę, i Cię zaskoczę nie zrobię tego co ty!


Jestem tu, jestem na miejscu, pozwól moja droga Julio, że odtworzę wszystko.
 Stałaś dwa metry ode mnie, było to dwa dni, po naszej rocznicy. Mówiłaś mi, że mnie kochasz, że pragniesz mojego szczęścia, z każdym słowem robiąc krok do tyłu, byłem tak zdezorientowany, że nie byłem w stanie nawet wydobyć z siebie jakiegokolwiek dźwięku. Nagle stanęłaś na samej krawędzi szesnasto metrowej skarpy nad Atlantykiem, rozłożyłaś ręce niczym Jezus w Rio De Janeiro, delikatnie odchylając głowę w tył. Wtedy zacząłem do Ciebie biec, niestety było już za późno, zawładnęłaś moją psychiką, wiedziałaś, jaki ruch wykonam w danej sekundzie...


Teraz stoję dokładnie w tym samym miejscu, co dokładnie 366 dni temu, powili opuszczam głowę w dół, wyciągam rękę do przodu i otwieram moją zaciśniętą pięść, z której z gracją,wypada biała róża. Gdy tańczy,  niesiona przez wiatr, widzę tylko, jak na jej wstążce, widnieje czerwony napis 4EVER2GETHER. Wyciskam ostatnią łzę, która tworzy bezgłośny plusk w oceanie smutku, podczas gdy ja, obracam się na pięcie, idąc w stronę słońca, by żyć dalej. Bez ciebie
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Ciociu J.  Kocham Cię. JESTEŚ ZIMNĄ SUKĄ, ALE BARDZO WAŻNĄ SUKĄ W MOIM ŻYCIU.
To dla Ciebie<3.
_________________________________________________________
Dodawajcie komentarze, nawet z anonima, dla was to kilka sekund, dla mnie cholernie ważna sprawa.

czwartek, 9 sierpnia 2012

One Shot Niam

Miłość rozgrzesza, zaciska poczucie winy...

Myślałem, myślałem dość dużo. Czemu, czemu to zrobiłem, może inaczej, jak to zrobiłem? To nie mógł być żaden cholerny przypadek, to musiała być podświadomość, nie żadna podświadomość, wypadek, zwykła nie uwaga... Nie wytrzymam, myśli mi się plączą, tworzą zawiły, długi. sznur nienawiści, samooskarżeń i obwinień samego siebie.


 

- To nie twoja wina...- ja nie moja, a czyja? Niall, nie wmawiaj mi, nie uwierzę w to. Jednak ja to zrobiłem...-To był zwykły zbieg okoliczności, powiedz coś, no odezwij się, powiedz coś, widzę w twoich oczach, że chcesz mi coś powiedzieć, mówisz coś, ale bezdźwięcznie, wyrzuć to z siebie-  Nie zrobię tego, nie odezwę się, skoro wiesz, że przemawiam, dalej czytaj z moich brązowych oczu, z oczu pełnych winy.


Mama się zdenerwuje, jest 19, miałem być o 16, cholera, kolejna awantura.  Może jakaś nuta na rozluźnienie? - You drove me, nearly out of my head
!


-No panie Payne, więc jak to się stało? - Nie pamiętam, czuję się jak przestępca, odsłońcie tę roletę. - Chłopcze, nie patrz się na mnie jak na idiotę, tylko zacznij mówić... - Nie widzi pan jak odwracam wzrok, jak chowam twarz między szyją a lewym obojczykiem? - Nie odzywasz się? Dobrze... Może napisz - Mamy kontakt wzrokowy, niech pan wyczyta z moich czarnych, przepełnionych żalem źrenic; nie jestem w stanie.


-Liam, miną tydzień, nie odezwałeś się ani słowem, już po wszystkim, nie ma w tym twojej winy, przecież już wiesz... - Nie zrobię tego, poczucie winy niszczy zdolność mówienia, przekonywanie mnie, że to był przypadek, ze to się zdarza, jeszcze bardziej dusi moje struny głosowe, skoro to był przypadek jestem nieostrożny. Będę krzywdził dalej. - Odezwij się, potrzebuję twojego głosu... - Niall, nie chcę Cię krzywdzić, ale nie umiem wydobyć z siebie nawet najcichszego szeptu.


Pojadę przez Double Street, ciekawe czy mój dom z dzieciństwa jeszcze tam stoi. 


Zapukać, zadzwonić, czy po prostu wejść? A może w ogóle mu się nie pokazywać na oczy? Przecież ja go irytuję, może nawet krzywdzę nie wysławianiem się. Krzywdzę wszystkich, jestem tylko cholernym ciężarem, zachowuję się jak małe dziecko... Boże małe dziecko, czemu wszystko się do tego sprowadza.
Boli mnie brzuch. - Liam! - Skierowałem do Niall'a spojrzenie przepełnione znakami zapytania. - Wiedziałem, że tu jesteś, bo widziałem Cię przez okno w kuchni. - Jesteś niesamowity, nauczyłeś się czytać z moich oczu, poświęciłeś się, przepraszam a jednocześnie dziękuję! - A ty nadal się nie odzywasz, eh , nawet nie wiesz jak mi ciężko bez twojego głosu, nie dotknąłem gitary ani razu od wypadku. - O nie wierze, co ja robię, jak ja go krzywdzę, nie dotknął ani razu gitary. Liam, odezwij się, cholera jasna, odezwij się. Nie, nie potrafię, jedyne co jestem w stanie zrobić to przytulić go, ale tak mocno, tęsknię za bliskością Niall'a.


On próbuje mnie uszczęśliwić, a ja? Zero uśmiechu, jestem mu wdzięczny, ale nie ukazuję żadnych emocji, pewnie to go najbardziej boli, może myśli, że go olewam, że jest mi obojętny. A może jednak zbyt dramatyzuję? Przecież jesteśmy zbyt blisko, żeby tak twierdził...


Jej, to on, ale się zmienił, pięknie go wyremontowali, nie mogę oderwać od niego wzroku. Zrobili nawet wielki zegar, jaki wielki... O nie, dziewiętnasta dwadzieścia osiem! Muszę pędzić do domu, szczęście, że jest tu ograniczenie do siedemdziesiątki.



-Dzisiaj mija tydzień. - Wiem, zdołałem tylko porozumiewawczo pokiwać głową. Nie chcę o tym pamiętać, ale wydaję mi się, że mój przyjaciel chce w jakiś sposób wyciągnąć ze mnie jakikolwiek odgłos, nie miałem mu tego za złe. - A wiesz, dzisiaj rodzice pojechali do Irlandii, zanim swoim spojrzeniem zdasz pytanie, czemu nie pojechałem, powiem Ci od razu; nie mogę zostawić Cię samego w takim stanie- Jestem na ciebie zdenerwowany, czemu nie pojechałeś ze względu na mnie, obaj wiemy jak kochasz Irlandię, i jak bolała Cię przeprowadzka do Dudley. Mam rodzinę, przecież poradziłbym sobie, nie możesz się wiecznie dla mnie poświęcać, dla takiego kogoś jak ja, nie warto. - Podasz mi chusteczki? - Ty płaczesz, i to przeze mnie? O nie,  nie mam prawa wywoływać słonego strumienia z twoich niebieskich oczu które tak kocham, wyciągam do Ciebie ręce, żebyś mógł wytrzeć tą rzekę łez w moją bluzkę. - Mam się przytulić? - Znowu tylko skinąłem głową. - Kocham Cię.


Nie wiem jak Ci się udało wyciągnąć mnie na spacer, ale było mi to potrzebne, tak bardzo. - Ziemniaki! - Niall, nie wiem jak to robisz, właśnie się zaśmiałem, wewnętrznie, ale się zaśmiałem, zaproszę Cię na te pieczone ziemniaki. - Jej dzięki Liam! - tak bardzo brakowało mi tych słów, kiedy daję Ci cokolwiek - Uśmiechnąłeś się, Liam, wiesz o tym? Właśnie się uśmiechnąłeś! - Pierwszy raz widzę Cię tak szczęśliwego, naprawdę, nigdy nie okazywałeś takiej radości.


Za jakieś dziesięć minut będę w domu, ej zaraz, czy to piłka - Cholera, dziecko! - pisk opon, Jezu, żebym zapamiętał tylko pisk opon, o nie, to nie tylko pisk opon, to pisk dziecka, o nie to huk...



Jaka zakurzona. Szkoda mi jej, tak lubię słuchać gdy Niall'er na niej gra. Może mu ją podać? Wtedy może coś zagra. - Mam coś zagrać? - Skoro wpycham Ci ją, to chyba o to mi chodzi. Znowu jestem zmuszony potwierdzić twoją tezę ruchem głowy - Payphone? - Machnąłem tylko głową w dół przymrużając oczy. - Now I'm paralyzed, still stuck in that time  - Strasznie za tym tęskniłem, za jego głosem podczas śpiewu, za jego skupieniem. Niall gdybym mógł Ci powiedzieć, jak kocham cię słuchać, jak uwielbiam patrzeć gdy zamykasz oczy, delikatnie unosisz brwi. Gdy bierzesz głęboki oddech, który zamykasz w sobie, żeby następnie go wypuścić, z brzmieniem, które zawsze mnie rozluźnia, i wpływa kojąco na wszystkie moje emocje.


Ja znowu się uśmiecham, pomimo tego, że w moich żyłach płynie wina. - Chodź Liam na te trampoliny tak jak kiedyś? - Pokręciłem głową. Przecież nie jestem gotowy, już chyba nigdy nie będę się cieszył jak kiedyś-  A ja mogę iść sam? - Z uśmiechem na ustach zadarłem głowę do góry, na znak żeby się nawet nie pytał tylko leciał. Czemu on się mnie o to  pyta. Niech żyje swoim życiem, nie mogę go przyduszać. Na mojej twarzy maluje się uśmiech, przecież widzę jak się dobrze bawi, zachowuje się jak dawniej.


Patrz, to on! Jak on może, jak on tak może? - O Boże, to ona. O co jej chodzi? - Udajesz takie zdziwionego, podczas gdy my, tak cierpimy? Sąd nie stwierdził, że to wypadek, ale to twoja wina, to ty nie zahamowałeś, a teraz tu siedzisz i się uśmiechasz? - Nie zdołam powstrzymać łez, muszę to skończyć, uciec stąd, a ty Niall, nie wiem co teraz myślisz, patrząc się na mnie przez siatkę osłaniającą trampolinę, ale pamiętaj, że Cię kocham, przepraszam za wszytko, i dziękuję, że jesteś.


O cholera, cholera, gdzie telefon, o nie, jeszcze ten krzyk matki, już jest pogotowie. -Halo, mamo? Przyjedź na ulicę równoległą do Duble Street. - Nie mamo, miałem wypadek. 


To tu, nareszcie tu jestem, może się nad tym zastanowię, nie, nie ma się nad czym zastanawiać, przecież w moich żyłach płynie wina, moje serce, to serce przestępcy. Ale jak Niall to przeżyje? Jak przeżyje to rodzina? Przecież w ten sposób też ich skrzywdzę, zawszę będę krzywdził, jak mogę być tak cholernym człowiekiem, a raczej istotą, nie mam prawa się określać słowem człowiek, jestem zdemoralizowany, nie mam ni krzty człowieczeństwa w sobie.


-Do którego szpitala ją zabrali? - Liam, przecież w okolicy jest tylko jeden, pewnie tam. - No tak, ale nie jedź szybko, proszę, uważaj. - Dobrze synku... 


Boję się myśleć co oni będą czuć gdy już za parę godzin mnie zobaczą. Będą czuli to samo co ja ponad trzy tygodnie temu? To najgorsze, co mogę zrobić, ale nie wiem jak mogę drugi raz to robić, jak mogę drugi raz krzywdzić kogoś? I to tak boleśnie.


-To ona patrz to ona - Widzę. - Nie, to nie prawda, co to znaczy, ta prosta kreska na monitorze, a ci lekarze, z czym oni wbiegają na salę? O Boże, jej matka, jej matka leży na ziemi, modli się. A to co? Nie, nie! To nie możliwe, to się nie dzieje, tylko, nie to, białe prześcieradło, nie kładźcie jej tego na twarz, ona przecież żyje!


Odpuść nam nasze winy, jako i my, już, najwyższy czas, boję się, ale to tylko chwila, nawet nie zaboli, Niall, kocham Cię, kochałem i będę Cię kochał do końca. Wybacz mi, ze tyle raz Cię krzywdziłem, i dziękuję, za to że tyle razy się poświęcałeś, choć nie zasłużyłem, w żaden sposób. Mamo, tato, wam mówię to samo, co Niall'owi, dziękuję, że mnie wychowaliście, a to co zrobiłem, to nie wasza wina... Ruth, siostro, ty byłaś jesteś i będziesz, moją najlepszą przyjaciółką.


-Mamo? - Tak Liam? - Dzwoń po policję, jestem mordercą.


Jest wystarczająco ciasna, skrzynka wystarczająco wysoka, a łzy właśnie plamią moje nagie stopy. - Liam! Co ty robisz nie możesz, nie! - Oczywiście, że mogę, chciałbym Ci powiedzieć żebyś się nie zbliżał, bo zejdę ze skrzynki, ale nie dam rady, nie wymówię ostatnich słów... Musisz się zadowolić jedynie chaotycznymi gestami, które w tej chwili do ciebie kieruję. - Kocham Cię, jesteś mi potrzebny. - Nie możesz mnie, kochać, nie możesz kochać mordercy! - Liam, ty mówisz! - Tak mówię, ale słyszysz ten wysoki głos? Ja mówię przez łzy, właśnie tak mówi cholerny morderca. - Nie jesteś mordercą! - Jestem , zabiłem kilkuletnią dziewczynkę, jej rodzina mnie nienawidzi! - Powinni na nią uważać, to ich wina! - Nie zganiaj winy na nich, ta pętla, powinna zamknąć to błędne koło, które bezprawnie nazywam życiem. - Jak ty masz zamiar się zabić, to ja też. - Nie, nie możesz. - Mogę, skoro nie udało mi się Cię uratować przez te trzy tygodnie, to zginę z tobą w ciągu jednej chwili. - Nie zasługujesz na to. - Ty też nie. - Wiedz, że Cię kocham, mówię to znowu bez słów, ale nie dlatego, że moje struny głosowe, są zaciśnięte, przez poczucie winy. To przez Niall'a, uratował mi życie swoim pocałunkiem, złagodził mój ból jedwabnymi, malinowymi  ustami.

________________

Co wy na to?

INFO.

Pomiędzy opowiadanie zacznę wplatać Oneshoty co wy na to?
Jeżeli pojawi się choć jeden komentarz dodam pierwszego oneshot'a już dziś:)
~Viv.

sobota, 4 sierpnia 2012

II. Vivien Mason.

Jako, że bardzo nie lubię zawiłych historii, z przeszłości, nie mówiąc nic Płomyczkowi wyszłam z PUB'u biorąc ze sobą szklankę Whisky dając barmanowi kolejne 10 euro za naczynie, które było własnością owego lokalu.


***
Kocham oddychać czystym powietrzem, a nie tą zadymioną tablicą Mendelejewa, którą miałam nieprzyjemność częstować się w barze. Jako, że nie miałam najmniejszej ochoty wybierać się na nocny spacer, lub do kolejnego baru, poszłam do hotelu. Perspektywa trzydziestu minut podążania wśród pijanych, naćpanych czy upalonych ludzi, nie cieszyła mnie. Jednak, nie chciałam też jechać taksówką, ponieważ nie miałam ochoty znowu robić przykrości kolejnemu taryfiarzowi.
Cała droga minęła mi na przemyśleniach, dotyczących mojego światopoglądu. Jednak pół godziny to stanowczo za mało, miałam jeszcze sześć dni na ewentualną zmianę nastawienia.
Weszłam do pokoju z nadzieją, że elegancko się wyśpię w moim wspaniałym łożu. Jak później się okazało nadzieja jest matką głupich. Po godzinnej kąpieli wskoczyłam w moją skromną piżamkę. Pisząc skromną mam na myśli szorty do połowy tyłka oraz obcisłą bluzkę na ramiączka. Pomimo to, że od dwóch lat nie miałam pozytywnego kontaktu z chłopcami, dbałam o swoją figurę i miałam poczucie własnej wartości, oraz pełną świadomość że mam jędrne, ładne ciało.
***
 Położyłam się na środku łóżka nie nakrywając się nawet, ponieważ było dość gorąco, a nie chciałam rozkręcać klimy. Zasnęłam szybko, byłam zmęczona podróżą, ale oczywiście, nie obeszło się bez przeczytania kolejnych kilku rozdziałów "Zielonej Mili". Przebudziłam się na chwilę około dwunastej w nocy, ponieważ mój organizm miał zapotrzebowanie na Somersby. Siedząc w aneksie, jak przy barku, żłopiąc piwo, zaniepokoił mnie dziwny hałas. Ktoś ewidentnie wszedł do pokoju. Rozpoznałam także odgłos zginanych się sprężyn. Jako, że, browar z butelki został przelany do szklanki, miałam flaszkę, którą w razie czego mogłam użyć jako broni.  Stanęłam przed łóżkiem i mogę się założyć, że miałam dokładnie taki sam wyraz twarzy jak ta blond-laska z PUB'u.  Nie wiedziałam co robić. Więc zrobiłam coś, co było kompletnym zaprzeczeniem mojej ideologi. Usiadałam obok owego stworzenia gładząc je po włosach i mówiąc:
-Po tylu latach. Obiekt, śpiący obok moich ud, spojżał się na mnie nieprzytomnym wzrokiem.
-Co ty robisz w moim pokoju.
-To samo pytanie miałam Ci zadać.- mój rozmówca zrobił wielkie oczy, podniósł się gwałtownie, łapiąc mnie delikatnie za policzki, i lewą ręką gładząc jeden z nich.
-Po tylu latach.- powiedział.
Położyliśmy się obok siebie i zaczęliśmy opowiadać, jak nasze życie diametralnie się mieniło. Nie przesadzam ze słowem diametralnie, jednocześnie nie tyczy się ono tylko mnie. Po godzinie rozmowy, ktoś zaczął pukać w okno mojego balkonu. Gdy go zauważyliśmy, zaczął gestami i migami pokazywać nam dziwne znaki. W końcu bardzo zdemotywowany, i zażenowany poziomem naszego toku myślenia wyją telefon napisał coś na nim i przyłożył do szyby:
*Treść sms'a*
"Otwórzcie, do cholery te drzwi!"
Zjechałam ręką po twarzy od czoła do brody, po czym otworzyłam żekomemu chłopakowi drzwi.
-Mógłbyś do jasnej cholery wytłumaczyć mi, dlaczego nie jesteś w naszym pokoju? - powiedział dość niewyraźnie chłopak- co ty sobie myślisz? Że po jednej imprezie, możesz najebany w trzy dupy, znikać nam tak po prostu?
-Stary, pomyliłem pokoje. - powiedział skarcony.
-Pomyliłeś pokoje, tak? To nie zorientowałeś się po ponad godzinie, że coś jest nie tak, że leżysz obok dziewczyny?
-Zorientowałem się. -a ja własnie się zorientowałam, że on obejmuje mnie w talii- Ale bardzo pozytywna osoba, znalazła się w tym pokoju.
-Widzę, ej, ej. To ona? To ta Viv? - zapytał się brunet.
-To ja. Czyżbym już była aż tak sławna?
- Nasłuchaliśmy się o tobie dużo. Dobra.Zwijaj dupę w kroki.
-Daj mi tu zostać, proszę.
-Nie.
-No proszę, nie widzieliśmy się od dwóch lat..
-No dobra, ale nie wejdziesz do pokoju, bo pójdę do reszty...
-Jakoś przeżyję. A jeszcze pytanie, jak się tu dostałeś?
-Osz ty, powiem Ci, że nie wiem.
-To wyjdź drzwiami.-powiedziałam wskazując na nie palcem.
Wyszedł. A my, pogadaliśmy jeszcze trochę, tym razem przy Tequili, której nienawidzę z całego serca, ale wiem jak on ją kocha.
Położyliśmy się około czwartej. O ósmej obudziły nas piski.
-A, a, aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa! We love you!
-Damn, dowidziały się który z tych kretynów dodał twett'a?- zdenerwowany wyszedł na balkon. Usłyszałam tylko dźwięki migawki, które poprzedzały piski.
-Patrzcie, to Liam, aaaaaaaaa!
Tak to Liam... "[...] miałam wspaniałego chłopaka, łączyło nas coś wyjątkowego, nie istotne". A jednak istotne. Dudley, położone na południe od Wolverhampton. Tak stamtąd jest Liam, Liam Payne. To z nim przeżyłam te najpiękniejsze kilka lat mojego życia. Nie wiem, jak mogłam mu zaufać po tych kilku chwilach, gdy znowu zobaczyłam jak słodko śpi. Coś we mnie pękło, brakowało mi bliskości. Przełamałam się. To głupie. Może dla niektórych, to prawidłowa reakcja,ale nie dla mnie. To dla mnie chore, niezdrowe. Chce mu za przeproszeniem dać kopa w dupę, ale nie mogę gdy na niego patrzę, nie umiem tego zrobić, nie umiem go skrzywdzić drugi raz, nie potrafię. I znowu, moje przemyślenia coś przerwało, a mianowicie gwałtownie otwarte drzwi, to co było tego powodem sprawiło, że całe życie przeleciało mi przed oczami...
___________________________________________________________________


Co wy na to kochani? Prosze o komentarze, sa dla mnie bardzo wazne
~Vivien

niedziela, 1 lipca 2012

I. Vivien Mason.


Od ~V

~Ciociu J. W tym opowiadaniu, będzie cząstka mojego serca, która zmienia się, dojrzewa i słucha tylko ciebie.
***
 Cześć, jestem Vivien. Mam 17 lat. Mieszkam w Dudley, hrabstwo West Midlands. Położone na południe od Wolverhampton. Nie ma tu nic interesującego, no chyba, że za coś wartego uwagi można uznać ruiny zamku Varia. Bawi mnie on, ponieważ znaleziono w nim prawdopodobnie najstarsze na świecie prezerwatywy z bodajże 1640 roku. W moim życiu działo się wiele. Zaczynając od 14 roku życia. Byłam Bogiem, wszyscy mnie uwielbiali, miałam kochającego chłopaka, łączyło nas coś wyjątkowego, nie istotne, byłam bardzo popularna. Zabierałam bogatym dawałam ubogim. Nigdy mi niczego nie brakowało. A tu proszę. Nagle, po dwóch latach życia jak burżuazja, zawaliło mi się wszystko. Każdy dostrzegł we mnie tą ciemną stronę mocy, tą wulgarność, chamstwo i pogardę. Nikt do tej pory nie powiedział mi tego prosto w twarz. Strach? Nie wiem, ale wiem na pewno, że jestem wrogiem publicznym numer jeden. Kiedy spoglądam w czyjeś oczy, ta osoba od razu spuszcza wzrok, odwraca dwraca głowę, żeby nie mieś ze mną kontaktu wzrokowego. Ale w tym ułamku sekundy, w tej jednej chwili, czytam w tym wrogim spojżeniu: Ej Viv, tak do ciebie mówię, zgiń, przepadnij... idź i nie wracaj. To boli. Bardzo. A raczej... bolało... kiedyś. Teraz to już rutyna, jak na przykład sen, śniadanie, poranna toaleta. Oddech, śmiech, a w moim przypadku, raczej... Brak, barak uśmiechu. 
***
-Ale Viv, jesteśmy w stanie zrobić tylko to.
-Mamo, mówiłam Ci tyle razy, Wolverhampton nie pomoże, tam też wszyscy mnie nienawidzą.
-Nie mów tak nawet.
-A jak mam mówić? Mam udawać, że wszystko jest w porządku, że jestem szczęśliwą nastolatką, bez trosk z paczką przyjaciół? Udawać, to można, zwierzęta, można udawać innych ludzi, udawać można ból zęba. Nie da się udawać szczęśliwego życia.-wyszłam jak zwykle... Każda rozmowa z mamą tak się kończy.
-Ale Vivien!
Poszłam spać, ostatnio zawszę chodzę spać o dziewiętnastej. W wakacje nie mam co robić. Czasami chodzę pograć w kosza przed dom, popływać w basenie, oczywiście moim, prywatnym, bo na publicznym utopili by mnie z nienawiści. Ludzie są popieprzeni. Niby nie lubią fałszywych ludzi, a jednak jak ktoś jest szczery, to też go skreślają.

***
-Tato, skoro przez 4 miesiące niczego nie kupowałam, nigdzie nie byłam, to może...
-Tak, zgadzam się na wyjazd do Hiszpanii.
-To świetnie, ale skąd...
-Wiedziałem bo zostawiłaś otwartego laptopa przed snem, i jak go chciałem wyłączyć, zauważyłem dość sporo kart z hotelami w Barcelonie.- mój kochany tata, on tak świetnie mnie zna.
Tata zgodził się na najbardziej luksusowy hotel w Barcelonie. Sama oszczędzałam na jakiś szalony i spontaniczny wyjazd, ale tata stwierdził, że ta kupa kasy, bo naprawdę miałam fortunę, mam wziąć jako fundusze, na zakupy i inne duperele. On opłacił pokój i rezerwację w Mandarin Oriental Barcelona oraz bilety lotnicze w obie strony. Miałam dokładnie cztery dni do odlotu, więc jeszcze pojechałam odwiedzić dziadków, zawsze mnie proszą o jakąś pamiątkę, kochają kolekcjonować souveniry z wyjazdów. Oczywiście, nie obyło się bez przypływu mamony na wyjazd. Miałam tyle pieniędzy, że aż byłam zaskoczona. Jadę tam na tydzień, a pieniędzy full. Nie miałam się z kim żegnać, także po prostu czekałam na ten wyjazd. Nie miałam nic innego do roboty jak tylko oczekiwać.
***
Nadszedł dzień odlotu. Podjechaliśmy na lotnisko. Odebrałam bilety i zaczęłam rozmowę z rodzicami na temat bezpieczeństwa. Jak szybko zaczęłam tak szybko skończyłam. Nie znoszę takich dialogów. Są puste w swojej głębi i bezwartościowe. A z resztą, dla mnie nie ma wartościowych wypowiedzi. Wszystko jest próżnią.
Pozostała mi już tylko odprawa. Mój kolczyk w biodrze dał się we znaki. Ale na szczęście, badania dotyczące źródła pisku bramki, nie trwały długo. Złapałam z walizkę, i poszłam. Poszłam zapomnieć, zacząć nowe życie. Eh, nowe życie trwające tydzień.
Samolot jak samolot. Pełen ludzi. Ale ludzie mnie skrzywdzili, nie obchodzą mnie. Nienawidzę ludzi. Ludzie są największymi szkodnikami. Niszczą wszystko. Zanieczyszczają środowisko, niszczą wszystko wokół siebie. Najchętniej zabiła bym wszystkich, łącznie ze sobą. Nie chcąc zwracać na nich uwagi, i w jak największym stopniu odizolować się od nich, wyjęłam słuchawki ,IPod'a oraz książkę "Zielona Mila".
Kocham film, ale książki jeszcze nie czytałam, lektura mnie pochłonęła, odkąd zostałam zepchnięta na margines, moimi kochankami, oraz przyjaciółmi stały się książki.
Doszłam do momentu, gdy Mr. Jingles, został zdeptany przez Prince'a, ale niestety, skończył się lot. Bardzo szybko.
Wychodząc z lotniska, oczywiście kolczyk przypomniał o swoim istnieniu, ale tu poszło nawet szybciej niż w Wolverhampton. Przed budynkiem portu lotniczego złapałam taksówkę.
-Pod Mandarin Oriental Barcelona proszę. Byle szybko.
-Panienka się gdzieś śpieszy, w takie piękne popołudnie?-zapytał kierowca. Jak to ja chciałam mu powiedzieć, że nie chce z nim rozmawiać, nie za to dostanie pieniądze, ale nie chciało mi się, byłam zajęta podziwianiem tego pięknego miasta, jakim była właśnie Barcelona. Odpowiedziałam krótkim-Tak - co chyba wyraźnie dało mu do zrozumienia, że nie mam najmniejszej ochoty na rozmowę. Dojechaliśmy po jakichś trzydziestu siedmiu minutach. Pomimo mojego zimnego kontaktu z taksówkarzem, był on na tyle uprzejmy, aby wyjąć moją walizkę z samochodu, albo najzwyczajniej w świecie,  było to częścią jego pracy. 

***
W drzwiach przywitał mnie boy hotelowy. Zaniósł moją walizkę, do holu stawiając na złoty wózek. Zapewnił mnie, że walizka będzie czekała na mnie pod drzwiami mojego apartamentu, a ja natomiast mogę załatwić wszelkie formalności, po czym odszedł do windy służbowej, która była przeznaczona jedynie do transportowania bagaży przybyłych gości.
Podeszłam do recepcji, gdzie moim paszportem potwierdziłam rezerwację oraz otrzymałam kluczyk do pokoju.
Pod kwaterą, czekała już na mnie moja walizka od Louis'a Witon. Z gracją złapałam ją i wciągnęłam do pokoju. Był on rzeczywiście luksusowy. Łóżko małżeńskie umiejscowione naprzeciwko wielkiej szafy z lustrami, jedna cześć szafy była przeznaczona na telewizor plazmowy 42 cale marki Sharp model Super Aquos. Pomieszczenie miało dwie ściany w pięknym kakaowym odcieniu, natomiast dwie pozostałe śnieżono biały. Łóżko miało gruby miękki materac na białym stelażu. W pokoju znajdował się również taras z panoramą na miasto, była również łazienka, ale zaraz nie bójmy się nazwać jej łaźnią. Na samym środku była monumentalna wanna o nieregularnych kształtach, dwie umywalki, toaleta, oraz prysznic. Cała łazienka była wyłożona bursztynowymi kafelkami z ciemno-srebrnymi elementami. W apartamencie, był też umieszczony aneks kuchenny z pełną lodówką, oczywiście z napojami, coca-colą, spritami, mirindą, redbullem, wodami mineralnymi i wieloma innymi rzeczami. Nie wspomnę już o wszelkich prezentach od hotelu. Bajka. 

***
Wieczorem udałam się do pobliskiego Pub'u. Weszłam tam za niewielką opłatą 10 euro. Usiadłam przy barze i poprosiłam szklankę Jack'a Daniels'a z colą, a raczej nie zdążyłam tego zrobić ponieważ przede mną pojawił się dokładnie ten sam alkohol, na który miałam ochotę.
-Widać, że jesteś tu nowa -powiedziała blondynka, która siedziała obok mnie. Była śliczna, miała długie blond włosy i niebieskie oczy.
-Ta, a ty to? -powiedziałam zimno, ale nie zniechęciłam jej, brnęła w to dalej.
-Ja to..-zaniemówiła, przed jej twarzą pojawiła się czarna bandana
-Witaj Płomyczku-słowa skierowane do owego Płomyczka, spowodowały u niej nagłą zmianę wyrazu twarzy, znam ten wyraz twarzy, gdy prze moją głowę przechodzi tysiące wspomnień.

~~~~~~~
Jestem genialna. i wiem o tym. Trzymajcie sie kurczaki.