niedziela, 1 lipca 2012

I. Vivien Mason.


Od ~V

~Ciociu J. W tym opowiadaniu, będzie cząstka mojego serca, która zmienia się, dojrzewa i słucha tylko ciebie.
***
 Cześć, jestem Vivien. Mam 17 lat. Mieszkam w Dudley, hrabstwo West Midlands. Położone na południe od Wolverhampton. Nie ma tu nic interesującego, no chyba, że za coś wartego uwagi można uznać ruiny zamku Varia. Bawi mnie on, ponieważ znaleziono w nim prawdopodobnie najstarsze na świecie prezerwatywy z bodajże 1640 roku. W moim życiu działo się wiele. Zaczynając od 14 roku życia. Byłam Bogiem, wszyscy mnie uwielbiali, miałam kochającego chłopaka, łączyło nas coś wyjątkowego, nie istotne, byłam bardzo popularna. Zabierałam bogatym dawałam ubogim. Nigdy mi niczego nie brakowało. A tu proszę. Nagle, po dwóch latach życia jak burżuazja, zawaliło mi się wszystko. Każdy dostrzegł we mnie tą ciemną stronę mocy, tą wulgarność, chamstwo i pogardę. Nikt do tej pory nie powiedział mi tego prosto w twarz. Strach? Nie wiem, ale wiem na pewno, że jestem wrogiem publicznym numer jeden. Kiedy spoglądam w czyjeś oczy, ta osoba od razu spuszcza wzrok, odwraca dwraca głowę, żeby nie mieś ze mną kontaktu wzrokowego. Ale w tym ułamku sekundy, w tej jednej chwili, czytam w tym wrogim spojżeniu: Ej Viv, tak do ciebie mówię, zgiń, przepadnij... idź i nie wracaj. To boli. Bardzo. A raczej... bolało... kiedyś. Teraz to już rutyna, jak na przykład sen, śniadanie, poranna toaleta. Oddech, śmiech, a w moim przypadku, raczej... Brak, barak uśmiechu. 
***
-Ale Viv, jesteśmy w stanie zrobić tylko to.
-Mamo, mówiłam Ci tyle razy, Wolverhampton nie pomoże, tam też wszyscy mnie nienawidzą.
-Nie mów tak nawet.
-A jak mam mówić? Mam udawać, że wszystko jest w porządku, że jestem szczęśliwą nastolatką, bez trosk z paczką przyjaciół? Udawać, to można, zwierzęta, można udawać innych ludzi, udawać można ból zęba. Nie da się udawać szczęśliwego życia.-wyszłam jak zwykle... Każda rozmowa z mamą tak się kończy.
-Ale Vivien!
Poszłam spać, ostatnio zawszę chodzę spać o dziewiętnastej. W wakacje nie mam co robić. Czasami chodzę pograć w kosza przed dom, popływać w basenie, oczywiście moim, prywatnym, bo na publicznym utopili by mnie z nienawiści. Ludzie są popieprzeni. Niby nie lubią fałszywych ludzi, a jednak jak ktoś jest szczery, to też go skreślają.

***
-Tato, skoro przez 4 miesiące niczego nie kupowałam, nigdzie nie byłam, to może...
-Tak, zgadzam się na wyjazd do Hiszpanii.
-To świetnie, ale skąd...
-Wiedziałem bo zostawiłaś otwartego laptopa przed snem, i jak go chciałem wyłączyć, zauważyłem dość sporo kart z hotelami w Barcelonie.- mój kochany tata, on tak świetnie mnie zna.
Tata zgodził się na najbardziej luksusowy hotel w Barcelonie. Sama oszczędzałam na jakiś szalony i spontaniczny wyjazd, ale tata stwierdził, że ta kupa kasy, bo naprawdę miałam fortunę, mam wziąć jako fundusze, na zakupy i inne duperele. On opłacił pokój i rezerwację w Mandarin Oriental Barcelona oraz bilety lotnicze w obie strony. Miałam dokładnie cztery dni do odlotu, więc jeszcze pojechałam odwiedzić dziadków, zawsze mnie proszą o jakąś pamiątkę, kochają kolekcjonować souveniry z wyjazdów. Oczywiście, nie obyło się bez przypływu mamony na wyjazd. Miałam tyle pieniędzy, że aż byłam zaskoczona. Jadę tam na tydzień, a pieniędzy full. Nie miałam się z kim żegnać, także po prostu czekałam na ten wyjazd. Nie miałam nic innego do roboty jak tylko oczekiwać.
***
Nadszedł dzień odlotu. Podjechaliśmy na lotnisko. Odebrałam bilety i zaczęłam rozmowę z rodzicami na temat bezpieczeństwa. Jak szybko zaczęłam tak szybko skończyłam. Nie znoszę takich dialogów. Są puste w swojej głębi i bezwartościowe. A z resztą, dla mnie nie ma wartościowych wypowiedzi. Wszystko jest próżnią.
Pozostała mi już tylko odprawa. Mój kolczyk w biodrze dał się we znaki. Ale na szczęście, badania dotyczące źródła pisku bramki, nie trwały długo. Złapałam z walizkę, i poszłam. Poszłam zapomnieć, zacząć nowe życie. Eh, nowe życie trwające tydzień.
Samolot jak samolot. Pełen ludzi. Ale ludzie mnie skrzywdzili, nie obchodzą mnie. Nienawidzę ludzi. Ludzie są największymi szkodnikami. Niszczą wszystko. Zanieczyszczają środowisko, niszczą wszystko wokół siebie. Najchętniej zabiła bym wszystkich, łącznie ze sobą. Nie chcąc zwracać na nich uwagi, i w jak największym stopniu odizolować się od nich, wyjęłam słuchawki ,IPod'a oraz książkę "Zielona Mila".
Kocham film, ale książki jeszcze nie czytałam, lektura mnie pochłonęła, odkąd zostałam zepchnięta na margines, moimi kochankami, oraz przyjaciółmi stały się książki.
Doszłam do momentu, gdy Mr. Jingles, został zdeptany przez Prince'a, ale niestety, skończył się lot. Bardzo szybko.
Wychodząc z lotniska, oczywiście kolczyk przypomniał o swoim istnieniu, ale tu poszło nawet szybciej niż w Wolverhampton. Przed budynkiem portu lotniczego złapałam taksówkę.
-Pod Mandarin Oriental Barcelona proszę. Byle szybko.
-Panienka się gdzieś śpieszy, w takie piękne popołudnie?-zapytał kierowca. Jak to ja chciałam mu powiedzieć, że nie chce z nim rozmawiać, nie za to dostanie pieniądze, ale nie chciało mi się, byłam zajęta podziwianiem tego pięknego miasta, jakim była właśnie Barcelona. Odpowiedziałam krótkim-Tak - co chyba wyraźnie dało mu do zrozumienia, że nie mam najmniejszej ochoty na rozmowę. Dojechaliśmy po jakichś trzydziestu siedmiu minutach. Pomimo mojego zimnego kontaktu z taksówkarzem, był on na tyle uprzejmy, aby wyjąć moją walizkę z samochodu, albo najzwyczajniej w świecie,  było to częścią jego pracy. 

***
W drzwiach przywitał mnie boy hotelowy. Zaniósł moją walizkę, do holu stawiając na złoty wózek. Zapewnił mnie, że walizka będzie czekała na mnie pod drzwiami mojego apartamentu, a ja natomiast mogę załatwić wszelkie formalności, po czym odszedł do windy służbowej, która była przeznaczona jedynie do transportowania bagaży przybyłych gości.
Podeszłam do recepcji, gdzie moim paszportem potwierdziłam rezerwację oraz otrzymałam kluczyk do pokoju.
Pod kwaterą, czekała już na mnie moja walizka od Louis'a Witon. Z gracją złapałam ją i wciągnęłam do pokoju. Był on rzeczywiście luksusowy. Łóżko małżeńskie umiejscowione naprzeciwko wielkiej szafy z lustrami, jedna cześć szafy była przeznaczona na telewizor plazmowy 42 cale marki Sharp model Super Aquos. Pomieszczenie miało dwie ściany w pięknym kakaowym odcieniu, natomiast dwie pozostałe śnieżono biały. Łóżko miało gruby miękki materac na białym stelażu. W pokoju znajdował się również taras z panoramą na miasto, była również łazienka, ale zaraz nie bójmy się nazwać jej łaźnią. Na samym środku była monumentalna wanna o nieregularnych kształtach, dwie umywalki, toaleta, oraz prysznic. Cała łazienka była wyłożona bursztynowymi kafelkami z ciemno-srebrnymi elementami. W apartamencie, był też umieszczony aneks kuchenny z pełną lodówką, oczywiście z napojami, coca-colą, spritami, mirindą, redbullem, wodami mineralnymi i wieloma innymi rzeczami. Nie wspomnę już o wszelkich prezentach od hotelu. Bajka. 

***
Wieczorem udałam się do pobliskiego Pub'u. Weszłam tam za niewielką opłatą 10 euro. Usiadłam przy barze i poprosiłam szklankę Jack'a Daniels'a z colą, a raczej nie zdążyłam tego zrobić ponieważ przede mną pojawił się dokładnie ten sam alkohol, na który miałam ochotę.
-Widać, że jesteś tu nowa -powiedziała blondynka, która siedziała obok mnie. Była śliczna, miała długie blond włosy i niebieskie oczy.
-Ta, a ty to? -powiedziałam zimno, ale nie zniechęciłam jej, brnęła w to dalej.
-Ja to..-zaniemówiła, przed jej twarzą pojawiła się czarna bandana
-Witaj Płomyczku-słowa skierowane do owego Płomyczka, spowodowały u niej nagłą zmianę wyrazu twarzy, znam ten wyraz twarzy, gdy prze moją głowę przechodzi tysiące wspomnień.

~~~~~~~
Jestem genialna. i wiem o tym. Trzymajcie sie kurczaki.

2 komentarze:

  1. Jejku !Dziewczyno, jak Ty piszesz ! Jestem pod wrażeniem ! Naprawdę :) Spodobał mi się styl Twojego pisania :D Jest taki inny niż zazwyczaj można spotkać na blogach ;P Biorę się za dalsze czytanie ;3

    OdpowiedzUsuń
  2. Aż taka dobra nie jestem, ale bardzo dziękuję za miłe słowa, są dla mnie ważne:*

    OdpowiedzUsuń